Rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym w USA

Rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym w USA

Z promesą wizową w paszporcie lecisz wreszcie do Stanów. Ale o tym, czy faktycznie wjedziesz na teren USA, zdecyduje dopiero tamtejszy urzędnik imigracyjny.

Jak już pewnie wiesz z artykułu o różnicach pomiędzy wizą a promesą wizową, samo wklejenie do paszportu przez konsulat czy ambasadę dokumentu z napisem „VISA” nie gwarantuje jeszcze, że wolno ci będzie wjechać na teren USA. Ostateczną decyzję w tej sprawie wydaje bowiem amerykański urzędnik imigracyjny stacjonujący w punkcie granicznym – np. na lotnisku. Robi to na podstawie rozmowy, o której przebiegu możesz przeczytać niżej.

Z tekstu dowiesz się m.in.:

  • co się dzieje po przylocie do USA,
  • na czym polega korzystanie z samoobsługowych automatów przyspieszających odprawę,
  • jak wygląda rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym,
  • jakie pytania może on zadać,
  • co zrobić, jeśli nie mówisz zbyt dobrze po angielsku,
  • kiedy należy się spodziewać dodatkowej kontroli (tzw. secondary inspection),
  • co się dzieje, gdy uzyskasz zgodę na wjazd do USA (albo nie),
  • na czym polega kontrola celna.

Na wstępie przypomnijmy krótko: promesa wizowa, czyli wklejany do paszportu dokument, o który starasz się jeszcze w Polsce, świadczy jedynie o tym, iż pracownik amerykańskiej placówki dyplomatycznej stwierdził, że możesz podjąć próbę wjazdu do Stanów Zjednoczonych przez jeden z punktów granicznych tego kraju (ang. port of entry). Owe punkty znajdują się zasadniczo na granicach lądowych oraz w portach lotniczych i morskich. Polacy najczęściej docierają do USA samolotem, skupimy się więc na tym…

Co się dzieje po przylocie do USA

Wszyscy przybywający do Stanów Zjednoczonych – niezależnie od tego, czy są obywatelami tego kraju, posiadają wizę, czy są objęci programem bezwizowym – muszą przejść kontrolę dokumentów. Po opuszczeniu pokładu samolotu najlepiej więc podążać za innymi pasażerami, bo większość z nich zapewne wie już, dokąd trzeba się udać (a trzeba się udać do tzw. Immigration). Na niektórych lotniskach podstawiane są specjalne autobusy, które dowiozą cię w odpowiednie miejsce, na innych całą drogę trzeba pokonać pieszo.

W zależności od konkretnego portu lotniczego różnie też mogą być opisane kierunki kolejek, w których osobno ustawiają się obywatele i rezydenci USA (np. US CITIZENS/RESIDENTS) oraz obcokrajowcy (np. VISITORS). Kolejki te ustawiają się do okienek, których na danym lotnisku może być kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt. Niestety często bywa, że tylko kilka z nich jest czynnych.

Gdy twój samolot ląduje późno w nocy na jakimś niewielkim lotnisku, bo startował np. po przesiadce w Islandii, istnieje szansa, że do jednego z takich okienek dotrzesz całkiem sprawnie i szybko. Wybierając bardziej popularne połączenia, np. do Chicago, Waszyngtonu czy Nowego Jorku, gdzie dociera mnóstwo samolotów, a w każdym dziesiątki czy setki pasażerów – nastaw się jednak raczej na przynajmniej godzinę czekania. I lepiej weź książkę, bo używanie telefonów jest niemile widziane. Krążący po hali pracownicy lotniska chętnie wskażą ci drogę, gdy z niej zboczysz lub poprosisz o pomoc, ale mogą też zażądać wyłączenia urządzeń elektronicznych ze względów bezpieczeństwa (na wypadek, gdyby przyszło komuś do głowy robić zdjęcia czy nagrywać filmy ujawniające, jak to tam wszystko wygląda).

Stanowiska samoobsługowe

Na nowocześniejszych lotniskach coraz częściej spotkać można samoobsługowe automaty przyspieszające proces odprawy. Z niektórych mogą korzystać jedynie obywatele USA i posiadacze Zielonej Karty, ale z innych – wszyscy przybysze. W tego rodzaju automacie skanuje się paszport z wizą i odpowiada na kilka pytań, m.in. o rodzaj posiadanej wizy czy planowany czas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Automat zeskanuje ponadto twoje odciski palców i zrobi ci zdjęcie, a na koniec wydrukuje karteczkę, którą trzeba wręczyć później odpowiedniemu urzędnikowi. Obecna w pobliżu automatów i nadzorująca korzystanie z nich obsługa lotniska skieruje cię we właściwe miejsce, a wcześniej w razie potrzeby udzieli też pomocy przy samej maszynie.

Kontrola graniczna w USA

Jak wygląda rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym

Jeśli po drodze nie „zaliczysz” takiego automatu, zdjęcie i skan odcisków palców zostaną zrobione, gdy już wreszcie dotrzesz do wolnego stanowiska, w którym zasiada funkcjonariusz Urzędu Celnego i Ochrony Granic (ang. US Customs and Border Protection, co bywa tłumaczone też jako Urząd ds. Ochrony Celnej i Granic lub Urząd Celny i Straż Graniczna Stanów Zjednoczonych; US CBP podlega Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego). To właśnie on zezwala na wjazd do USA i określa, jak długo możesz tu przebywać – ale ma też prawo tego wjazdu odmówić.

Decyzję podejmuje w oparciu o rozmowę, która mocno przypomina rozmowę z konsulem podczas ubiegania się o wizę do USA. Na początku wręczasz urzędnikowi paszport i ewentualnie wydruk z automatu, a także deklarację celną (ang. Customs Declaration) wypełnianą w samolocie – o ile była wypełniana, bo coraz częściej zastępuje się ją wersją elektroniczną. „Immigration officer” uważnie przyjrzy się twojej twarzy oraz porówna ją ze zdjęciem w paszporcie i na wizie, sprawdzi, czy nie ma cię na liście osób poszukiwanych lub niepożądanych w Stanach, a także zada kilka pytań.

O co może spytać urzędnik imigracyjny w USA

Jakich dokładnie? Spodziewać się należy właściwie tego samego co wcześniej w ambasadzie czy konsulacie (przeczytaj więc koniecznie „Najczęstsze pytania zadawane przez konsula USA”). Czyli np.:

  • Jaki jest cel twojego pobytu w USA?
  • Jak długo zamierzasz tu zostać?
  • Co chcesz zobaczyć?
  • Gdzie się zatrzymasz?
  • Czy to twój pierwszy pobyt w USA?
  • Czy masz bilet powrotny?
  • Ile masz ze sobą pieniędzy?

Gdy podróżujesz z dzieckiem, warto też mieć przy sobie stosowne pozwolenie od drugiego rodzica (o ile nie ma go z wami), ewentualnie od obojga rodziców lub opiekunów prawnych, jeżeli z osobą niepełnoletnią pod twoją kuratelą łączy cię inna relacja. Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule „Wiza dla dziecka do USA – krok po kroku”.

Cała rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym trwa dosłownie kilka minut i odbywa się w języku angielskim.

A co zrobić, jeśli ktoś nie mówi dobrze po angielsku?

Jeśli nie posługujesz się płynnie tym językiem, poproś kogoś, by napisał to dla ciebie na kartce. Powinny się na niej też znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania – w większości przypadków tyle powinno wystarczyć. Gdyby urzędnik miał jakieś wątpliwości albo jeśli się nie dogadacie, a ty nie dysponujesz taką kartką, na miejsce zostanie ściągnięty tłumacz.

„Secondary inspection”, czyli dodatkowa kontrola

Gdyby zaś wątpliwości urzędnika imigracyjnego dotyczyły nieco innej niż język materii, możesz spodziewać się dokładniejszej kontroli, tzw. secondary inspection (opisywana wyżej rozmowa to „primary inspection”, czyli zaledwie wstępna, rutynowa weryfikacja).

Owa dokładniejsza kontrola odbywa się w osobnym pomieszczeniu, a przeprowadza ją inny, bardziej doświadczony urzędnik imigracyjny, który ma szczegółowy wgląd w historię twoich poprzednich wizyt w USA. Czasem zdarza się, że trzeba się poddać dodatkowej procedurze, bo np. człowiek w okienku, do którego stoi kolejka, pracuje na swym stanowisku zbyt krótko, by prawidłowo ocenić, czy możesz wjechać do Stanów. Nie ma się więc co niepotrzebnie denerwować. Rozmowa w tym przypadku toczy się według ustalonego scenariusza (gdy zachodzi taka potrzeba – w towarzystwie tłumacza), tworzony jest z niej też protokół, który dostajesz na koniec do podpisu. W celu sprawdzenia, czy naprawdę jedziesz np. do rodziny albo do pracy, urzędnik może skontaktować się ze wskazanymi osobami, a więc np. z krewnymi bądź przyszłym pracodawcą.

Zezwolenie na wjazd do Stanów (albo jego odmowa)

Zazwyczaj jednak już po pierwszej rozmowie – niezależnie od tego, czy była raczej oschła, czy całkiem sympatyczna – urzędnik imigracyjny po prostu wita cię w USA i oddaje paszport z pieczątką oraz ewentualnie deklarację celną (kiedyś wręczano jeszcze formularz I-94, ale od 2012 r. jego wersja papierowa obowiązuje już tylko przy przekraczaniu granicy lądowej). Na pieczątce znajdują się informacje dotyczące rodzaju przyznanej wizy, data wjazdu na teren Stanów oraz data, przed którą należy ten kraj opuścić. Pamiętaj, aby nie przedłużyć dozwolonego czasu pobytu nawet o jeden dzień, w przeciwnym razie możesz mieć w przyszłości problem z powrotem do USA!

Jeśli już ci się to kiedyś zdarzyło, urzędnik imigracyjny może odmówić ci zgody na wjazd do Stanów. Zrobi to zaś na pewno, gdy na którymkolwiek etapie ubiegania się o wizę zataisz tego typu informacje – podobnie jak choćby te o innego rodzaju kłopotach z prawem. Wówczas możesz spodziewać się nie tylko odesłania do Polski najbliższym samolotem, ale nawet aresztowania za popełnienie tzw. oszustwa wizowego (ang. visa fraud). Więcej na ten temat przeczytasz w artykułach „Najczęstsze przyczyny odmowy wizy do USA” oraz „Odmowa wjazdu do USA”.

Na koniec słowo o kontroli celnej

Jeśli jednak wszystko przebiegło pomyślnie i odpowiednia pieczątka znajduje się już w twoim paszporcie, musisz tylko odebrać swój bagaż i minąć jeszcze jeden punkt kontrolny, a mianowicie celnika. Najczęściej ogranicza się to do zostawienia u niego deklaracji celnej, którą oddał ci urzędnik imigracyjny (chyba że wszystko odbyło się elektronicznie). Może też jednak nastąpić dokładniejsze przeszukanie – np. wtedy, gdy przewozisz coś do jedzenia i wyczuje to pracujący na lotnisku, specjalnie szkolony pies. Albo gdy zajdzie podejrzenie, że skoro jesteś z Polski, to być może wieziesz… kiełbasę (czego robić nie wolno). Albo z jakiekolwiek innego powodu. Pamiętaj, że przeszukany może zostać każdy i nie ma sensu wyrażać w związku z tym niezadowolenia. Zwłaszcza że to już ostatni etap przed faktycznym rozpoczęciem twojego pobytu w USA.

Zdjęcia: Unsplash.com

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić artykuł

Ocena średnia: / 5. Ilość głosów: